Lodospad na Kadzielni po raz siódmy. Ten może być rekordowy

Od tygodnia na kieleckiej Kadzielni dostępny jest lodospad, czyli pokryta soplami ściana umożliwiająca ekstremalną wspinaczkę górską. Obecność tego typu zimowej atrakcji w naturalnym kamieniołomie, w środku miasta to ewenement na dużą skalę.

Lodowy obiekt na Kadzielni powstał po raz siódmy i prawdopodobnie będzie największy i najdłużej dostępny, bo według prognoz mróz pozostanie z nami do końca stycznia.

- Lodospad z każdym dniem narasta i nie możemy tego procesu zatrzymać, bo wyłączenie pompy grozi jej uszkodzeniem. W ciągu pierwszego tygodnia, czyli od 14 stycznia, nie licząc weekendu, kiedy lodospad mamy zarezerwowany dla siebie, z atrakcji skorzystało ponad 50 osób z klubów wysokogórskich i wspinaczkowych z całej Polski – mówi Paweł Olendzki ze Świętokrzyskiego Klubu Alpinistycznego, który jest jednym z opiekunów kieleckiego lodospadu. To z jego inicjatywy kilkanaście lat temu na Ślichowicach powstał pierwszy tego typu obiekt. Paweł Olendzki pochodzi z województwa warmińsko-mazurskiego, w Kielcach mieszka od 2000 roku.                             

Kielecki lodospad ma charakter w pełni sztuczny i kontrolowany. Lód powstaje z wody tłoczonej z dawnego Jeziora Szmaragdowego. W kilku lodowych „nitkach” zamrożonych jest około 500 ton wody. - W tym roku zapowiada się rekord. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczny lodospad będzie większy niż te z poprzednich lat. Warstwa lodu może narastać wyjątkowo długo nawet do końca stycznia, a co za tym idzie, również proces roztapiania będzie trwał dłużej – dodaje Paweł Olendzki.

Atrakcja jest całkowicie bezpłatna zarówno dla wspinających się, jak i dla oglądających. - Wszyscy zainteresowani wspinają się za darmo, wymagane są tylko zgłoszenia. Koszt funkcjonowania lodospadu to jedynie koszty pracy pompy elektrycznej, które ponosi Miasto, dziennie to około 60 złotych. Nie liczymy swojego wkładu pracy ani zaangażowania. My to robimy dla siebie, a że jest więcej ludzi zakochanych we wspinaczce, dzielimy się tym, co mamy – zaznacza.

Lodospad obejmuje powierzchnię około 0,6 ha i ma wysokość 30 metrów. Wejście na szczyt w zależności od formy wspinacza trawa od około 5 minut do nawet godziny.
- Nasz lodospad ma powierzchnię pozwalającą na bezpieczny dostęp dla pięciu zespołów dziennie. Zespół składa się z dwóch osób, osoby wspinającej i osoby asekurującej – mówi Paweł Olendzki. - Co ważne, wbrew wielu opiniom, lodospad nie niszczy rezerwatu przyrody, bo jest zlokalizowany 150 metrów dalej – podkreśla.

Dziś kielecką atrakcję odwiedzili alpiniści z Klubu Wysokogórskiego w Częstochowie Michał i Andrzej, którzy we wspinaczce mają ponad 20-letnie doświadczenie. 

- Jesteśmy tu już czwarty raz w tym sezonie i chyba nasza ekipa pojawia się na Kadzielni najczęściej. Naprawdę warto, bo warunki są super. Trzeba też pochwalić miejscowy klub alpinistyczny. Dla nich to jest spora praca, żeby wszystko przygotować, żeby to miało ręce i nogi. Jak ich nie będzie, to nas też nie będzie – mówił pan Michał. - Tego typu rozrywka wymaga najlepszego przygotowania oraz odpowiedniego sprzętu. Podczas wspinaczki można odpaść, można się troszkę pokaleczyć, ale przeważnie jest to pod kontrolą i bezpieczne, a przyjemność jest faktycznie ogromna – dodał.

- Normalnie, żeby wspinać się na lodospad takiej wysokości, trzeba jechać w Tatry Słowackie, ale to wymaga 4 godzin jazdy autem, a potem 2 godzin wędrówki. Przy kieleckim lodospadzie jesteśmy po dwugodzinnej podróży i pięciominutowym spacerze – podkreślił pan Andrzej.

Teren Kadzielni oświetlony jest reflektorami, których część skierowana jest na lodospad – tym samym zarówno wspinaczka, jak i podziwianie możliwe jest po zmroku.